DSCN7497

Jan Polder Berkenhof 22,
3241ba Middelharnis
tel. +31 622 655 423
email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


Tym razem zabieramy Was na zachód Europy, do kraju sera, wiatraków i tulipanów. Oczywiście
mamy na myśli Holandię, czyli niewielkie państwo leżące pomiędzy Belgią a Niemcami.

Dla większości ludzi to rzeczywiście kraina wiatraków, miejsce gdzie wytwarza się wspaniałe sery, a
także gdzie liczne pola pokrywają wiosną cudowne połacie tulipanów. To kraj, w którym większość
ludzi używa rowerów do przemieszczania się po mieście, gdzie legalna jest marihuana oraz gdzie
znajdują się słynne „okienka” z roznegliżowanymi paniami. Jednak dla hodowców gołębi pocztowych
Holandia to, obok Belgii, kolebka sportu gołębiarskiego. To kraj, w którym hodowla gołębi cieszy się
największym uznaniem, a ceny najlepszych ptaków osiągają astronomiczne sumy.
Specyfika lotowania gołębiami pocztowymi różni się tam od polskich standardów. Plany
lotów są zdecydowanie inne, a hodowcy z reguły specjalizują się w konkretnych kategoriach
lotowych, a wręcz pojedynczych lotach, z których największym prestiżem cieszą się oczywiście te
dalekodystansowe.

Poniżej chcielibyśmy zaprezentować rozmowę, która przybliży Wam sylwetkę jednego z
holenderskich mistrzów lotów dalekodystansowych – Jana Poldera. Hodowca ten od lat ściga się w
maratonach sięgając po liczne tytuły i laury. Biorąc pod uwagę bardzo silną konkurencję, w tej
kategorii jego osiągnięcia stają się jeszcze cenniejsze!

Middelharnis – miasteczko, w którym mieszka bohater naszego artykułu położone jest na
wyspie Goeree-Overflakkee (prowincja Holandia Południowa) w delcie rzeki Mozy i przesiąknięte jest
historią gołębiarstwa sportowego. W przeszłości prawdziwą furorę robił tu Ko Nipius. Piet v/d Silk
wygrywał tu lot narodowy z Barcelony, a swoje nazwiska na kartach gołębiarskiej historii tego
niewielkiego miasteczka zapisywali Joep van Dongen i bracia Vroegindeweij. Swoje najlepsze ptaki
kupowali oni bezpośrednio od Jana Aardena ze Steenbergen, przez co sprawili, że Middelharnis
śmiało i bez wahania można nazwać twierdzą gołębi rasy Aarden, która nie ma sobie równych na
całym świecie. Ta bogata historia gołębiej twierdzy Middelharnis kontynuowana jest obecnie przez
Jana Poldera. Niezniszczalne gołębie Jana Aardena oraz najlepsze ptaki od Sjefa van Wanroya
stanowią fundament jego hodowli, która ze sporymi sukcesami rywalizuje w lotach
dalekodystansowych. Zapraszamy więc do rozmowy z tym utytułowanym mistrzem lotów
dalekodystansowych.


Poradnik Hodowcy: Większość naszych rozmów zaczynamy, od pytań związanych z
początkami przygody z gołębiami. Jak to było w Twoim przypadku? Skąd ta pasja w
Twoim życiu?


Jan Polder: Urodziłem się w Dirksland, a bakcylem hodowlanym zaraził mnie mój ojciec. To właśnie z
nim, we wczesnych latach swojej gołębiej przygody, prowadziłem wspólną hodowlę i uczestniczyłem
w lotach gołębi pocztowych. Podpatrywałem tatę, pomagałem mu przy pracach w gołębniku i
praktycznie uczyłem się trudnej sztuki hodowlanej. W przeszłości, wspólnie z tatą, w sezonie
lotowym braliśmy udział praktycznie we wszystkich wyścigach gołębi, które były w planie lotów. Po
ślubie postanowiłem jednak skoncentrować się wyłącznie na wyścigach długodystansowych. W
tamtym czasie, czyli w latach 70. i 80., byłem pod ogromnym wrażeniem Sjefa den Oudena z
Halsteren oraz zwycięscy bardzo wymagającego lotu narodowego z St. Vincent van Buurona z Bredy.
Ich osiągnięcia wywarły na mnie głębokie wrażenie i były głównym powodem zmiany kursu na
rywalizację na długich dystansach. Po ślubie, w 1985 roku, kupiłem 15 ptaków od Jaca Steketee z
Bruinisse. Każdy z nich został wyhodowany z najlepszych gołębi jakie w tym czasie posiadał.
Wywodziły się one ze szczepów Aarden i van Wanroy. Gołębie te były wyhodowane specjalnie na
moje zamówienie i jak się później okazało była to najlepsza inwestycja jakiej kiedykolwiek
dokonałem. W ciągu kolejnych lat stałem się znaną postacią w zachodnioeuropejskim sporcie
gołębiarskim zdobywając liczne, prestiżowe nagrody.


Mógłbyś wymienić te najważniejsze?

Najbardziej cenię zwycięstwa moich ptaków w lotach narodowych. Są to bowiem najbardziej
prestiżowe wyścigi w naszym kraju, a konkurencja jest ogromna. Wygranie takiego lotu na stałe
zapisuje nas w annałach holenderskiego sportu gołębiarskiego. Jak do tej pory udało mi się
triumfować dwa razy. Lot narodowy z St Vincent wygrała Victoria, a w locie z Marsylii triumfowała
Annemarie. Kilkukrotnie do końcowego zwycięstwa brakowało mi bardzo niewiele, zdobywałem
drugie i trzecie nagrody, a kilkanaście razy moje ptaki łapały się w pierwszej dziesiątce tych lotów.
Z dziennikarskiego obowiązku zebraliśmy i usystematyzowaliśmy najważniejsze osiągnięcia Jana
Poldera z ostatnich lat.
• 1. miejsce nat. St. Vincent
• 1. miejsce nat. Marsylia
• 2. miejsce nat. Marsylia,
• 3. miejsce nat. Barcelona
• 3. miejsce nat. St. Vincent
• 3. miejsce nat. Dax
• 5. nat. St. Vincent
• 5. nat. Marsylia
• 7. nat. St. Vincent
• 7. nat. Dax
• 8. nat. Bergerac
• 8. nat. Perpignan
• 8. nat. St. Vincent
• 9. nat. Marsylia
• najlepszy lotnik z Pau (rankingu z 5 lat) – Husky
• najlepszy lotnik z Pau (rankingu z 5 lat) – Black Magic Woman
• najlepszy lotnik z Barcelony (rankingu z 5 lat) – de Witstaart
• 1. As narodowy w międzynarodowych wyścigach 2017-2018 – Black Warrior (jedyny
holenderski gołąb, który zdobył 6 konkursów w 6 lotach).

Rzeczywiście lista Twoich dokonań jest bardzo imponująca. Szczerze gratulujemy i
jesteśmy przekonani, że nie powiedziałeś jeszcze ostatniego słowa.

Dziękuję bardzo. Ja też mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mógł cieszyć się z podobnych
osiągnięć. Mam świadomość, że nie będzie to łatwe, gdyż konkurencja jest coraz mocniejsza. Mam
świetne gołębie, ale moi koledzy wcale nie mają gorszych lotników. Loty stają się coraz szybsze i
niezwykle wyrównane. O końcowym triumfie często decydują detale i odrobina szczęścia też jest
bardzo ważna.


W latach osiemdziesiątych i na początku lat dziewięćdziesiątych byłeś prawie nie do
pokonania w ciężkich lotach narodowych, czy to prawda, że sprzedałeś wówczas
większość swoich gołębi?

W 1991 roku przeprowadziłem się do domu, w którym obecnie mieszkam. Zmiana miejsca
zamieszkania, a co za tym idzie lokalizacji gołębników wymusiła na mnie decyzję o sprzedaży
wszystkich swoich lotników. Zatrzymałem jednak to, co stanowiło podwaliny moich sukcesów, czyli
całe stado rozpłodowe. Szybko odbudowałem drużynę lotową i z równie dobrymi rezultatami
zacząłem lotować z nowego miejsca.

Opowiedz nam w kilku słowach o swoich gołębnikach.

DSCN7501



Obecnie, w swoim ogrodzie posiadam dwa gołębniki. Oba zbudowane są z drewna i wieńczy je
dwuspadowy dach pokryty dachówką ceramiczną. Większy z nich, o wymiarach 10 x 2 metra,
stanowi schronienie dla dorosłych lotników. Mniejszy natomiast (5 x 2 metra) podzielony został
pomiędzy ptaki rozpłodowe i gołębie młode. Zarówno młode jak i ptaki rozpłodowe mają swobodny
dostęp do obszernej woliery, która ciągnie się przez całą długość ich gołębnika.

W głównym gołębniku lotowym znajdują się 2 przedziały dla wdowców, przedział dla wdów
oraz dwa przedziały dla lotników prowadzonych metodą gniazdową. Na podłodze wysypuję grubą
warstwę słomy z grochu, która jest wymieniane tylko raz w roku. Jej zastosowanie daje ciepło i
przytulną atmosferę w gołębniku. Nie stosuję mechanicznej wentylacji, ani nie dogrzewam swoich
gołębników. Gołębie muszą czuć się w gołębniku dobrze, wręcz komfortowo. Staram się by w sezonie
lotowym panowała w nich temperatura na poziomie 25-35 stopni Celsjusza. Zawsze pod koniec dnia
zamykam otwory wentylacyjne i otwieram je dopiero następnego dnia rano.

 


Mamy już wyobrażenie jak wyglądają Twoje gołębniki. Do ich opisu na pewno dołączymy
zdjęcia, aby nasi czytelnicy mogli sami je zobaczyć. Jak są gołębniki, to muszą być i
gołębie.


Obecnie posiadam 24 wdowce prowadzone metodą klasyczną, samiczki do ich obsługi i 24 pary
prowadzone metodą gniazdową. W rozpłodzie znajduje się 14 par, a młodych do sezonu lotowego
wyciąganych jest około 70 sztuk.
To są tylko liczby, które określają wielkość Twojej hodowli. Wiemy jednak, że nie zawsze
rozmiar ma znaczenie. Liczy się jakość. A tej, w przypadku Twoich gołębi na pewno nie
brakuje.
Jak wspominałem, fundamentem mojej dzisiejszej hodowli jest 15 gołębi zakupionych w 1985 roku
od Jaca Steketee. Były to młode po jego najlepszych parach wywodzących się ze szczepów Aarden i
van Wanrooy. Stosując silne pokrewieństwo, wyhodowałem mocno zinbredowane stado, które
cechuje się dużą charyzmą, bogatym i miękkim upierzeniem oraz wspaniałymi oczami. Do
niewidocznych na pierwszy rzut oka cech tych ptaków na pewno zaliczyć można silny charakter i
dużą wartość lotową.
Z biegiem lat wspomniane Aardeny i van Wanrooye krzyżowane były z innymi szczepami, a
efekty tych połączeń dawały bardzo dobre rezultaty. Szczególnie dobrze wypadały krzyżówki z
gołębiami ze szczepów Brinkman, Catrijsses czy Brügemann Bros.

Ze względu na swoją specjalizację w lotowaniu dalekodystansowym przez lata
odpowiednio selekcjonowałeś i budował swoje stado...

DSCN7507

Większość moich gołębi jest średniej, a nawet drobnej budowy. Są bardzo dobrze
zbalansowane oraz posiadają miękkie i jedwabiste upierzenie. Cechują się również świetnym
umięśnieniem. To właśnie te cechy budowy w połączeniu z twardością, upartością i hartem ducha
stanowią z nich doskonały materiał do ścigania się na długich dystansach. Koncentruję się na
maratonach, czyli lotach od 850 do 1200 kilometrów. Wszystkie inne wyścigi służą moim gołębiom
tylko do zdobywania doświadczenia i budowania formy lotowej. Dotyczy to również lotów gołębi
młodych. Dlatego właśnie na wszystkich tych lotach nie konstatuję swoich gołębi. Szczególną uwagę
przywiązuję do tego, by lotniki były bardzo spokojne, nie nerwowe. Uważam bowiem, że żywiołowe,
wręcz dzikie gołębie nie nadają się do skutecznego latania w maratonach. Ponadto dobre lotniki
powinny z łatwością latać 2 dni, ponieważ wiele maratonów kończy się właśnie w drugiej dobie po
starcie. W ciągu ostatnich 2 lat mieliśmy bardzo ciężkie wyścigi, w większości bez przylotów w dniu
wypuszczenia. Mimo to moje gołębie sumiennie wykonywały swoją pracę i wracały do domu w
dobrym stanie. Często zdarza mi się, że najlepsze lotniki są ponownie koszowane na kolejny lot, 9
dni po powrocie. Muszą więc odpowiednio szybko się zregenerować i odbudować.


Bardzo ładnie opisałeś cechy posiadanych przez siebie gołębi. Odnoszą się one do całego
stada. Gdybyś miał opisać swojego najlepszego gołębia, to z pewnością byłaby to Victoria.
Powiedz proszę coś więcej na jej temat.

DSCN7509
W 2005 roku Victoria wygrała lot narodowy St. Vincent. Na dystansie tysiąca kilometrów
pokonała 32149 innych gołębi. Była fenomenalnym gołębiem. Rewelacyjnie sprawdzała się w
rywalizacji lotowej oraz była wspaniałym ptakiem rozpłodowym. Wywodziła się ze skrzyżowania
Batenburga x Steketee. Była córką wnuczki słynnego Witbuika od Batenburga x syn Marseille od
Steketee z czystej rodziny Jan Aarden. Na rok przed zwycięstwem narodowym zdobyła 7. miejsce w
locie narodowym St. Vincent (w strefie 2.) przeciwko 6385 gołębiom. Chcąc zachować jej wyjątkowe
geny łączyłem swoje ptaki w silnym pokrewieństwie. Śmiało mogę stwierdzić, że obecnie w
praktycznie każdej parze w moim gołębniku rozpłodowym, przynajmniej jeden z partnerów jest
dzieckiem, wnukiem czy po prostu gołębiem wywodzącym się z linii Victorii.


Oglądając Twoje gołębniki zwróciliśmy uwagę, że przystosowane są one do dwóch metod
prowadzenia lotników. Klasycznego wdowieństwa samców oraz naturalnej metody
gniazdowej. Jak prowadzisz obie grupy?

Pierwsza ze wspomnianych grup (wdowce) trenuje dwa razy dziennie po godzinie
aktywnego oblotu wokół gołębników. Wloty są zamknięte z wyjątkiem ostatnich 10 minut treningu,
podczas których mogą swobodnie wlatywać i wylatywać z gołębnika. Dla poprawy motywacji, raz w tygodniu, po powrocie z lotu konkursowego wpuszczane są do nich partnerki, z którymi przebywają przez pół dnia, a nawet całą noc. Partnerki dostają wszystkie samce, nawet te, które nie uczestniczyły w danym locie. Poza partnerkami, silną motywacją są dla nich gniazda. Wierzę, że to właśnie terytorium jest czynnikiem, który je najbardziej motywuje. Z tego powodu staram się wprowadzać drobne zmiany w ich przedziałach, by wzbudzić między nimi dodatkową konkurencję.

Mam tu na myśli na przykład zmienianie lub usuwanie niektórych cel, ich przymykanie lub całkowite
zamykanie, odwracanie misek czy też wpuszczanie dodatkowych samców. Wszystkie te zabiegi są
dodatkowymi bodźcami motywującymi moje wdowce.

Lotuję również gniazdówką. W metodzie naturalnej najlepiej sprawdzają mi się gołębie
koszowane w 10-14 dniu od złożenia jajek. Wówczas mają największy ciąg do gniazda. Gołębie
prowadzone tą metodą również muszą trenować co najmniej 2 razy dziennie. Przeważnie z rana
mają otwarte wloty przez dwie godziny, natomiast po południu wymagam od nich 1,5 godzinnego,
aktywnego oblotu.


Odpowiednia motywacja i trening to podstawy budowania formy lotowej. Z pewnością
musisz przykładać do tych elementów przygotowań sporo uwagi.

Przed rozpoczęciem startów w wyścigach długodystansowych staram się startować w
wyścigach co tydzień, począwszy od końca kwietnia. Preferuję również, aby moje lotniki, w ramach
przygotowań, miały zaliczony co najmniej jeden wyścig na dystansie 500-600 kilometrów. Następnie
daję im tydzień odpoczynku od startów w lotach, zanim wezmą udział w ważnej rywalizacji
długodystansowej.
Staram się stworzyć sytuację, w której dwa samce rywalizują o to samo miejsce w
gołębniku. Gołąb, który zwycięża jest koszowany na następny lot. Kiedy wraca, to jego konkurent
jest „panem” tego gniazda i to właśnie on idzie na kolejny lot.

Wierzysz w siłę więzi na linii gołąb-hodowca jako dodatkowego bodźca motywacyjnego?

Oczywiście. Dużo uwagi poświęcam moim lotnikom i znam je doskonale. One również są
przyzwyczajone do mojej obecności w gołębniku i często zauważam jak dobrze na mnie reagują.
Częste przebywanie w gołębniku sprzyja dokładnemu poznaniu indywidualnych zachowań
poszczególnych gołębi. Myślę, że jest to bardzo ważne, ponieważ wtedy jesteśmy w stanie szybko
wychwycić różnego rodzaju zmiany. Zarówno te pozytywne jak i te, które powinny budzić nasz
niepokój, a na pewno baczniejsze zainteresowanie. Jest to również jedyny sposób, aby wygrać z
niewielką drużyną z konkurencją wielkich hodowli.

Jak poznajesz, że Twoje lotniki są w dobrej formie lotowej?

Śmieję się, że powinny wyglądać jakby dopiero wróciły od fryzjera, czyli wyglądać na
mniejsze niż w rzeczywistości są. Hodowca powinien czuć, że są nabite, ale mają mniejszą wagę.
Wdowce muszą aktywnie fruwać w powietrzu, a gołębie z gniazdówki powinny zataczać dużo większe
kręgi niż wokół gołębnika. Muszą latać wokół całej najbliższej okolicy.


Przygotowując się do naszej rozmowy, trafiłem na film w Internecie , w którym
pokazujesz ciekawą technikę wymuszania aktywnych oblotów swoich gołębi.


Już prawie o tym zapomniałem. Wspomniany film nagrywaliśmy ładnych parę lat temu, ale
do tej pory nie stracił on nic na swojej aktualności. Rzeczywiście do wymuszania oblotów często
używam balonu napełnionego helem, który przywiązuję do tyczki umiejscowionej przy gołębniku.
Jest to bardzo dobre rozwiązanie pomagające utrzymywać gołębie w formie lotowej, zapewniając
kontrolę nad ich aktywnym treningiem. Powiewający nad gołębnikiem kolorowy balon wypełniony
helem działa nawet przy bardzo słabym wietrze, jest łatwy w użyciu i praktycznie nie hałasuje. Jest
stosunkowo tani w zakupie i dodatkowo stanowi ochronę przed drapieżnikami. Można kupić gotowe,
napompowane balony, ale w perspektywie długofalowej lepszym rozwiązaniem wydaje się być zakup
małej butli z helem i samodzielne pompowanie balonów. Wówczas koszty są zdecydowanie niższe.


Używasz balonów przez cały sezon?


Nie ma takiej potrzeby. Ze względu na ataki jastrzębi od stycznia do połowy marca moje lotniki są
zamknięte w gołębniku. W tym czasie nie latają i odzwyczajają się od tej aktywności. W związku z
tym po kilku dniach od wznowienia oblotów, gdy już się trochę rozlatają, muszę im trochę pomóc w
aktywniejszym trenowaniu. Wówczas z pomocą przychodzi mi flaga lub wspomniany balon. Na ogół
po dwóch tygodniach nie ma już potrzeby wymuszania oblotów. Gołąbie łapią formę i same chętnie

trenują przez wyznaczony przeze mnie czas.


Twoim nadrzędnym celem jest rywalizacja w lotach dalekodystansowych. Sam
wspominałeś, że w ostatnim czasie loty te są bardzo wymagające i praktycznie rzadko
kiedy kończą się w dniu startu. W związku z tym, niezbędnym wydaje się indywidualne
podejście do trenowania ptaków, które wróciły właśnie z lotu, czy na przykład tych, które
pauzowały.


Masz rację. Gołębie, które wracają z ciężkiego lotu na ogół pozostają w gołębniku przez co najmniej
3 dni, ponieważ zakłócają intensywność treningu innych ptaków. Daję im czas na spokojną
regenerację i odbudowę po trudzie jaki miały do pokonania.
Z kolei ptakom, które od co najmniej dwóch tygodni nie uczestniczyły w żadnym locie,
organizuję prywatne wywózki. Nie jeżdżę daleko. Z reguły mają do pokonania dystans około 30
kilometrów. Wywózki te nie mają na celu budowania formy lotowej, a raczej utrzymanie gołębi w
rytmie konkursowym.


Gdy wywozisz swoje lotniki, to startują one całą grupą czy preferujesz indywidualne
wypuszczenia?

Moim zdaniem indywidualne wypuszczenia nie są dobrym rozwiązaniem. Gołąb jest
zwierzęciem stadnym, nauczonym latania w grupie. Wydaje mi się, że prędkości gołębi latających w
grupie, podobnie jak kolarzy jadących w peletonie, są znacznie wyższe. Dzięki wzajemnej
współpracy są w stanie uzyskać wyższą średnią prędkość indywidualną.
Jak karmisz swoje gołębie?
W sezonie lotowym podaję im przygotowywaną przez siebie mieszankę składającą się w
1/3 części z jęczmienia, 1/3 części niełuskanego brązowego ryżu i 1/3 części gotowej karmy lotowej.
Na 3 dni przed koszowaniem lotniki otrzymują bogate i tłuste mieszanki zawierające drobne i tłuste
nasiona wzbogacane o orzeszki ziemne.


A co z suplementami diety?

Poza sezonem lotowym w wodzie zawsze pływa czosnek, a w sezonie stawiam na produkty
marki Travipharma zgodnie z zalecanym przez nich programem. Szczególnie cenię preparat Forte
Vita, który podaję gołębiom przez cały rok, minimum raz w tygodniu.
Utrzymanie stada w odpowiedniej kondycji zdrowotnej jest absolutną podstawą, jeśli chce
się myśleć o poważnym ściganiu. Jak sobie radzisz w tej kwestii?
Co roku przed sezonem lotowym odwiedzam lecznicę Belgica de Weerd w Bredzie i
postępuję zgodnie z ich zaleceniami. Poza tym sam staram się radzić sobie z opieką zdrowotną nad
moim stadem. Hoduję gołębie od kilkudziesięciu lat. Przez ten czas zdążyłem nauczyć się naprawdę
wiele. Poza tym staram się dobrze poznać swoje ptaki, dzięki czemu jestem w stanie bardzo szybko
zauważyć, że dzieje się z nimi coś niepokojącego, a co za tym idzie, odpowiednio wcześnie
zareagować. Jeśli jednak temat mnie przerasta i jest poważniejszy, niż wyglądał na pierwszy rzut
oka, to ponownie kontaktuję się z lekarzem weterynarii.


Jakaś profilaktyka, szczepienia?

Każdego roku szczepię swoje gołębie przeciwko paramyksowirozie. Przed sezonem staram
się podać im coś przeciwko pasożytom wewnętrznym, a zimą szczepię je przeciwko salmonellozie.
Młode dodatkowo szczepię przeciwko ospie.
W profilaktyce zdrowotnej niezmiernie ważna jest selekcja. Oczywiście nie mówię tu o tej
posezonowej opartej na analizie wyników lotowych. Chodzi mi o systematyczne usuwanie gołębi,
które nie mogą pozostawać zdrowe w naszym systemie oraz tych, które nie potrafią odzyskać dobrej
kondycji w podobnym czasie jak reszta stada. Będąc konsekwentnym w tej kwestii, jestem w stanie
uniknąć wielu niepotrzebnych problemów zdrowotnych w mojej hodowli.


Opisując swoje gołębniki wspominałeś, że generalne porządki przeprowadzasz w nich
tylko raz w roku. Podejrzewam, że dzięki temu Twoje ptaki nabywają i budują naturalną
odporność.

Dokładnie tak. Taki mam system, który jak widać chyba sprawdza się całkiem dobrze.
Gołębniki czyszczę tylko raz w roku, natomiast cele praktycznie każdego dnia. W sezonie lotowym
poidła wymieniam dwa razy dziennie, a poza sezonem tylko raz w tygodniu. Wodę uzupełniam bez
zlewania tego co zostało. Wierzę w naturalne zdrowie, budowanie odporności w oparciu o hartowanie
się gołębi i uodparnianiu na obecne w gołębniku patogeny. Ptaki, które nie potrafią przetrwać w

moim systemie prowadzenia hodowli zostają usuwane.


Kąpiesz swoje gołębie? Jak to wygląda i kiedy to robisz?


Jeśli jest to możliwe, to kąpiele staram się organizować minimum raz w tygodniu. Nie mam
określonego dnia tygodnia, w którym moje gołębie są kąpane. Staram się dostosowywać termin
kąpieli do warunków atmosferycznych oraz formy moich lotników.


Sezon lotowy mamy praktycznie omówiony. Nie oznacza to jednak, że wraz z
zakończeniem lotów kończą się obowiązki hodowcy. Często mówi się, że najważniejszą
pracę trzeba wykonać właśnie jesienią. Mowa tu o rzetelnej selekcji oraz prawidłowym
przeprowadzeniu lotników przez okres pierzenia. Bo właśnie od jakości nowego
upierzenia zleżeć będą wyniki lotowe w przyszłym sezonie.


Jak już wspominałem, selekcję pod kątem zdrowotnym przeprowadzam regularnie przez
cały rok. Jeśli tylko jakieś gołębie zdecydowanie odstają od reszty stada, to są usuwane. Po
zakończonym sezonie lotowym staram się również przeselekcjonować moje ptaki, tym razem biorąc
pod uwagę ich osiągnięcia lotowe. Przyjąłem cztery kryteria oceny gołębi. Po pierwsze, to o czym
przed chwilą wspominałem, czyli zdrowie. Po drugie wyniki lotowe, czyli jakość zdobywanych
konkursów. Po trzecie pochodzenie i osiągnięcia rodziców, czy rodzeństwa. No i po czwarte i
ostatnie, moje subiektywne odczucia. Jestem święcie przekonany, że odpowiednia selekcja,
regularne wzmacnianie stada, a co za tym idzie, podnoszenie jego wartości lotowej i rozpłodowej są
o wiele skuteczniejszymi metodami poprawienia wyników lotowych, niż stosowanie niezliczonej liczby
magicznych suplementów.

Po zakończeniu sezonu lotów konkursowych moje lotniki dużą część dnia przebywają poza
gołębnikiem robiąc to co chcą. Wdowce są połączone ze swoimi partnerkami i w nagrodę, za trudy
minionego sezonu lotowego pozwalam im wychować młode.


Po odsadzeniu młodych rozdzielasz lotniki, aby mogły się spokojnie wypierzyć w swoich
boksach?

Nie. Partnerzy przebywają wspólnie praktycznie całą zimę. Rozdzielam je dopiero na kilka
tygodni przed planowanym wiosennym parowaniem. W tym szczególnym czasie bardzo ważne jest
odpowiednie karmienie. Podawana mieszanka powinna być bardzo dobrej jakości. Nie można
korzystać z półśrodków. Karmię więc swoje gołębie bogatą i zróżnicowaną mieszanką pierzeniową, a
one same wybierają to co jest im najpotrzebniejsze i to na co mają największą ochotę. Dodatkowo
dostają w tym czasie preparat zawierający minerały i pierwiastki śladowe, by nowe upierzenie było
jak najlepszej jakości. Nie kombinuję i nic więcej im nie podaję. Staram się ufać naturze i jej nie
poprawiać. Gołębie nie popełniają błędów. Hodowcom się one zdarzają. Nieraz już powtarzałem, że
sport gołębiarski nie jest tak skomplikowany jak często mogłoby się nam wydawać.


Po spierzeniu się lotników podawana im karma ulega zmianie?

Dokładnie tak. Aby zbytnio nie przytyły, podczas zimowej przerwy od latania, dostają
mieszankę, przygotowywaną w proporcjach 1:1, w której skład wchodzi jęczmień i oryginalna karma
jednego z uznanych belgijskich producentów.


Przelotowane młode dołączają do starszych kolegów po zakończeniu swoich lotów?

Nie. Przenoszę je dopiero wiosną podczas parowania.

Skoro już o tym wspomniałeś, to pociągnijmy ten temat. Jak wygląda wiosenne parowanie
gołębi w Twojej hodowli?
Gołębie prowadzone klasykiem samców łączę w pary w połowie marca. Wychowują po
jednym młodym i są rozdzielane. Z kolei lotniki z gniazdówki, łączę ponownie, tak by na pierwszy
maraton szły 10-14 dni od zniesienia jajek.


A co z gołębiami rozpłodowymi?


Jeżeli chodzi o ptaki rozpłodowe, to sam starannie dobieram pary w oparciu o swoje
doświadczenie. Obecnie w celach hodowlanych używam bardzo silnych połączeń inbredowych z
rodziny mojej słynnej Victorii. Łączę ojca z córką, matkę z synem itp. Praktycznie w każdej parze w
gołębniku rozpłodowym, przynajmniej jeden z partnerów jest mocnym inbredem na Victorię. Robię
tak, ponieważ ptaki z tej rodziny już ośmiokrotnie wygrywały loty narodowe i pięciokrotnie
zdobywały tytuły najlepszych asów lotowych na szczeblu ogólnokrajowym.


Dobierając gołębie w pary, zwracasz uwagę na ich oczy?


Tak, ale zdecydowanie ważniejsze jest dla mnie pochodzenie, budowa, jakość mięśni czy upierzenia.


Dużo lęgów wyciągasz?


Z lotników po jednym na wiosnę i na jesień. Natomiast w rozpłodzie nawet 6 lęgów w ciągu roku.


A w jakim wieku odsadzasz młode od rodziców?


Staram się to robić, gdy mają pomiędzy 25 a 30 dni.
Oczywiście przed puszczeniem gołębi w pary przechodzisz na bogatsze karmienie.
Zdecydowanie tak. Na około dwa tygodnie przed łączeniem w pary, stopniowo zmieniam
skład podawanej gołębiom mieszanki. Docelowa karma jest zdecydowanie bardziej zróżnicowana i
bogatsza w składniki odżywcze. Z reguły jest to gotowa mieszanka odchowowa, dedykowana na ten
właśnie okres w roku hodowlanym. Cały czas kontynuuję podawanie im preparatu Forte Vita marki
Travipharma.

fortevita


Kończąc, poproszę Cię jeszcze, byś opowiedział naszym czytelnikom jak postępujesz z
gołębiami młodymi.


Jak już wspominałem na samym początku, lotowanie gołębiami młodymi traktuję jako etap
przygotowawczy do dorosłego ścigania. Staram się dobrze przygotować młode, ale nie przykładam
uwagi do osiąganych przez nie wyników.
Standardowo szczepię je przeciwko paramyksowirozie oraz ospie. Poza tym nie dostają
żadnych leków. Kiedy są chore i nie wracają do zdrowia, to są eliminowane. Dotyczy to również
choroby młodych, z którą od czasu do czasu mam przejściowe problemy.
Staram się stwarzać młodym lotnikom odpowiednie warunki, by mogły dobrze się rozwijać,
więc karmię je lepiej i mocniej niż tylko by zaspokoić ich głód. Jeśli jest to możliwe, to trenuję je w
klubie w lotach do 250 kilometrów.


Mimo ograniczonego czasu udało się nam trochę od Ciebie wyciągnąć. Wierzę, że nie
powiedziałeś jeszcze ostatniego słowa. Jakie więc cele stawiasz przed sobą w najbliższej
przyszłości?

Moim nadrzędnym celem w sporcie gołębiarskim jest cieszyć się nim i mieć przyjemność z
lotowania. Chciałbym także wygrać klasyfikację międzynarodową w jakimś prestiżowym locie
dalekodystansowym. Zbliżałem się do tego zwycięstwa w przeszłości. Byłem o przysłowiowy włos od
końcowego triumfu, ale zawsze ktoś okazywał się minimalnie lepszy. W klasyfikacji międzynarodowej
udawało mi się sięgać po 2., 5. czy 7. konkurs. W końcu chciałbym być pierwszy. Wiem, że nie
będzie to łatwe, bo konkurencja jest ogromna, ale jak już mam stawiać sobie cele, to tylko ambitne.


Bardzo dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda się nam porozmawiać,
by dokładniej przedstawić naszym czytelnikom specyfikę prowadzenia lotników
rywalizujących w lotach dalekodystansowych.

Również bardzo dziękuję i pozdrawiam wszystkich polskich hodowców, czytających

Poradnik Hodowcy.

PH logo z cieniem

Gołębi z hodowli Jana Poldera:

  • 13-4245781kl
  • NL05-1347329_duiflayout_JanP
  • NL09-1146243_duiflayout_JanPolder
  • NL09-1146267 kl_duiflayout_JanPolder
  • NL10-1643444_duiflayout_JanPolder
  • NL10-1643539 kl_duiflayout_JanPol
  • NL11-1595389_duiflayout_JanPold
  • NL13-1198713 kl_duiflayout_JanPolde
  • NL13-1198807_duiflayout_JanPolder
  • NL15-1673008_duiflayout_JanPolder
  • stamkaart jpeg

travi300

Jesteśmy  oficjalnym partnerem firmy
Travipharma na terenie Polski

gererdsch

Posiadamy w sprzedaży gołębie z hodowli
Gerard Schalkwijk's

harm baner

Jesteśmy oficjalnym przedstawicielem hodowli
Harm Vredeveld & Robert Leemhuis w Polsce

Początek strony stat4u